Ponownie o mądrościach pewnego amerykańskiego psychologa

Jestem wielką fanką doktora Douga Lisle'a, o którym pisałam tutaj. Moim zdaniem jest on genialnym, a przy tym zabawnym naukowcem, czym trafił w mój gust. Dziś wysłuchałam jednego z jego wywiadów, po którym znowu mnie oświeciło, że aż postanowiłam podzielić się tym z wami.

Lisle otrzymał od pewnej pani pytanie: co ona ma zrobić, żeby przestać jeść emocjonalnie. Otóż pani ta jest na diecie roślinnej, ale martwi ją objadanie się warzywami skrobiowymi (np. ziemniaki, zboża) kiedy czuje silniejsze napięcie spowodowane stresującą pracą. Uważa ona, że przez to przejada się, co może spowodować jakieś problemy zdrowotne.


Doktor najpierw stwierdził, że nie wiadomo, czy ona naprawdę się objada, czy tylko tak jej się wydaje. Otóż prawdopodobnie lekkie uczucie głodu powoduje u niej lekkie napięcie, którym nie ma siły sprostać i którym łagodzi skrobią - satysfakcjonującym, pysznym i zdrowym jedzeniem. Ponieważ pani nie objada się słodyczami, żywnością przetworzoną itp., nie ma obawy, że w ciągu całego dnia zje więcej niż potrzebuje, bo po skrobi będzie dłużej najedzona i w efekcie kolejny posiłek zje później lub w ogóle go pominie.

Dokładnie to samo zdarzyło mi się wczoraj i dziś. Dwie godziny po obiedzie poczułam się lekko głodna. Zrobiłam lody bananowe (mrożone banany, kakao i fasola), po których byłam maksymalnie usatysfakcjonowana w pozytywnym znaczeniu. Momentalnie poczułam zastrzyk energii, co byłoby niemożliwe po zjedzeniu normalnych, mlecznych lodów z toną cukru. Nie dodałam suszonych owoców ani masła orzechowego, dzięki czemu nie musiałam zbytnio martwić się kaloriami, chociaż miałam wyrzuty sumienia, że zjadłam kolejny posiłek tylko dwie godziny po obiedzie.


Nic to - pomyślałam - pewnie kolację zjem mniejszą - i przestałam się tym więcej przejmować. Co najlepsze kolację w ogóle pominęłam, przy czym nie musiałam ze sobą walczyć - po prostu nie miałam na nią ochotę.

Bywają dni, kiedy obiad mnie nie satysfakcjonuje, nawet pół godziny po posiłku, czasie w którym powinny do mnie dotrzeć wszystkie sygnały sytości. Zazwyczaj mam wyrzuty sumienia sięgając po coś jeszcze, bo naczytałam się, że najlepiej unikać podjadania między posiłkami, ale myślę, że czasem lepiej jest coś zjeść i mieć spokój, niż walczyć ze sobą przez kolejne 3-4 godziny czekając z owsikami w tyłku na odpowiednią porę.

Jest tylko jedno ale. Przekąska nie może zawierać żywności "gęstej kalorycznie", głównie wysokotłuszczowej, czyli jakichkolwiek, nawet najzdrowszych na świecie orzechów, awokado, tofu itp. Ponadto zero suszonych owoców.

Nie mogę jeszcze powiedzieć, że niskotłuszczowa wersja diety roślinnej daje jakiekolwiek rezultaty, ale czuję się lżejsza. Chcę za wszelką cenę chcę uniknąć codziennego liczenia kalorii dlatego mam ogromną nadzieję, że wystarczy, że ograniczę orzechy i owoce suszone.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ponownie o mądrościach pewnego amerykańskiego psychologa

Jestem wielką fanką doktora Douga Lisle'a, o którym pisałam tutaj . Moim zdaniem jest on genialnym, a przy tym zabawnym naukowcem, czym...